To nie jest zwykła książka. To raczej coś pomiędzy duchową opowieścią, książką przygodową, dziennikiem podróży a mistycznym przekazem, który albo Cię wciągnie… albo odrzucisz go jako zbyt nieprawdopodobny.
Punktem wyjścia jest historia grupy badaczy, którzy pod koniec XIX wieku wyruszają do Azji i spotykają tam tytułowych „Mistrzów - istoty żyjące w pełnej harmonii z naturą i prawami wszechświata. Ci Mistrzowie uzdrawiają, manifestują rzeczy „z niczego” i poruszają się poza ograniczeniami czasu i przestrzeni, Ale najważniejsze jest to, że według nich każdy człowiek ma w sobie dokładnie ten sam potencjał. Wiele opisanych zjawisk jest bardzo trudnych do zweryfikowania. Książka balansuje między doświadczeniem a czymś, co dla niektórych może brzmieć jak legenda. To książka, która nie daje prostych technik i nie tłumaczy wszystkiego logicznie, ale otwiera przestrzeń myślenia. I zostawia Cię z pytaniem - a co jeśli naprawdę jesteśmy czymś znacznie większym, niż nam powiedziano?
Poruszająca i pouczająca jest scena, gdy Jezus i Budda pojawiają się na jednej uroczystej kolacji mnichów i wszyscy wspólnie prowadzą dyskusję o wartościach w życiu. Ze mną to rezonuje, od wielu lat mam przekonanie, że na przestrzeni dziejów zeszło na ziemię wiele światłych istot, który próbowały nam ( ludzkości) przekazać swoje nauki.
To najgrubsza książka jaką w życiu przeczytałam, ponad 600 stron...